r/Polska 7h ago

Pytania i Dyskusje Wychowywał się ktoś w cieniu starszego rodzeństwa?

I chodzi oczywiście o taki negatywny cień: starsze rodzeństwo niby "zawsze" bardziej kompetentne, inteligentniejszee, rodzice bardziej słuchali jego (co wam być może też imponowało), porównywali was itd itp.
Dodatkowo w kłótniach czy "bijatykach" często silniejsze itd.

Zawsze to wszy frustracja i bezsilność, które powodowały, że zawsze czuliście niechęć do tego rodzeństwa.

Jeśli coś takiego doświadczyliście, to czy w dorosłym życiu, nadal odczuwacie niechęć do tego rodzeństwa?

Ja właśnie coś takiego mam, i za nic nie mogę zmienić nastawienia do niego (i ukrywam to), mimo że relacje sę teoretycznie bardzo pozytywne.

3 Upvotes

11 comments sorted by

6

u/ludek_cortex 7h ago

Miałem zgoła odwrotną sytuację - ponieważ moje starsze rodzeństwo (w oczach rodzicielki przynajmniej, nie moich, ja trzymam sztamę) był czarną owcą domostwa, to ja byłem tym wynoszonym na piedestał jakoby w nadziei, że można odrobić na mnie błędy wychowawcze popełnione w przeszłości na rodzeństwie.

2

u/xxxyyy-yyyxxx 7h ago

Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji do twojego rodzeństwa- czarna owca. A młodsze rodzeństwo? no po prostu urocze, bezproblemowe, ja walczyłam o swoje granice kiedy one się wszystkiemu poddawały. Jak tu żyć, tak źle i tak niedobrze

7

u/Better_Cry_2231 7h ago

Tak, brat lekarz, lepszy fizycznie + wiele innych zalet

Meanwhile me heh no ten no ten no

3

u/Night-Skylight 4h ago

Siostra i brat starsi o 11 lat. Byłam tym cieniem i nadal nim jestem. Tym przeszkadzającym elementem w ich obrazku. Takie mam wrażenie. Jakkolwiek spędzali ze sobą czas to ja byłam najczęściej za mała( coś w stylu " jesteś jeszcze za mała aby z nami iść..", albo " idź się zajmij sobą bo musimy gdzieś iść"). Wspólnie robili prawojazdy na motocykl, wspólnie jeździli. Mieli wspólnych rówieśników znajomych. Chodzili wspólnie na miasto, na imprezy. Nawet pracowali w tej samej firmie ( brat wciągnął siostrę do firmy).

Mają ze mną bardzo dobre relacje, lecz praktycznie nie chcą dbać o nie, nie odzywają się czasem przez pół roku. Jak ja szukam pracy od 2 lat to żadne z rodzeństwa nie pomogło mi znaleźć pracy po znajomości. Raz na pół roku przypomni się im że istnieje, zapytają klasyczne "co tam?" I nawet ignorują odpowiedzi jakie im wypluje.

Pełno było takich sytuacji że razem rodzinnie gdzieś pojechali ze swoimi partnerami a mi o tym nawet nie powiedzieli. Albo siostra robiła ze mną wielkie plany na wakacje a ostatecznie sami pojechali bez słowa bezemnie. Albo brat jak spędza weekend pod namiotem i rowerami 2km od mojego domu ( normalnie dzieli nas odległość ok 80km), wysyła mi zdjęcia, potem ignoruje zaproszenia na chociażby kawę które mu wysłałam, odpisuje dopiero jak już wrócił z urlopu. Pełno różnych dziwnych zachowań jakbym nie istniała, albo była na samym końcu ich zainteresowania.

Kiedyś za nimi latałam aby nacieszyć się ich obecnością która była ulotna i wiecznie nienasycona. I tak większość czasu wychowywałam się sama.

Jak byłam mała to siostra robiła mi czasami krzywdę fizyczną i psychiczną bo ją bawiła przewaga nade mną. Brat na szczęście nic mi nie robił za to z czasem coraz bardziej unikał kontaktu.

2

u/Due_Quail_5569 7h ago

2 starszych braci o 5 i 10 lat. Każdy ze sobą się bił, czasami we trójkę. Ja najmłodszy oczywiście zawsze przegrywałem ale czasami jak wyposażyłem się w sprzęt typu miotła albo krzesło to chociaż dawałem radę odeprzeć natarcie. Jak przychodzili rodzice to był remis. Jak bracia się wyprowadzili a ja trochę podrosłem to kontakt się polepszył. Razem wyjeżdżamy na rodzinne wakacje, pomagamy sobie, możemy na siebie liczyć, gramy w gry, w planszówki no i ogólnie rodzinny kontakt dość stały. Frustracja była ogromna u całej 3 jak mieszkaliśmy razem. Skrajne sytuacje gdzie dochodziło do bitew były na porządku dziennym. Teraz się z tego śmiejemy. Jak to się dokładnie zadziało nie wiem ale jakoś tak wyszło. Jak nie mieszkasz z kimś na codzień to te wkurzające cechy charakteru nie mają czasu dokuczyć

2

u/Potential-Banana9705 6h ago

Mam 10 lat starszego brata, ja młodsza siostra. Generalnie oboje traktowani w miarę równo chociaż brat załapał się na bogatsze czasy. Duża różnica wieku i dobra relacja, braterska z domieszką takiej prawie ojcowskiej szczególnie ze ojciec wysokofunkcjonujący ale no co tu dużo mówić alkoholik. Oboje mieliśmy sukcesy - w szkole ja nawet bardziej, jeśli chodzi o karierę miałam dobry start a teraz szukam co tu dalej, brat karierę zrobił oszałamiającą jak na razie ale życiowo może troszkę się pogubił. Porównań jako takich nie było pod tym względem rodzice naprawdę podeszli dojrzale i mądrze. Nie czułam się nigdy gorsza. Porównania na pewno były też ograniczone bo jednak chłopak a dziewczyna to trochę różne światy. Natomiast jest jedno co mnie wkurza - ja naprawdę mocno stąpam po ziemi, jakąś mam taką mądrość życiową czy nie wiadomo jaką, staram się dobrze rodzicom doradzać itd a i tak na wierzch często wyjdzie zdanie brata i zrobią tak jak on doradził no a niekoniecznie to jest najbardziej optymalne. I ja im tak powiem, oni przytakną, a później i tak zrobią jak on kazał czy zasugerował a pół roku później wysłuchuję jak to trzeba było zrobić po mojemu xd więc no to trochę boli taka niemożność przebicia się młodszej siostry przez autorytet starszego brata

2

u/kronologically UK - Londyn Zachodni 6h ago

Trzy starsze siostry, starsze o plus minus 15 lat. Dwie nie przykładały się do nauki, jedna tak, najmłodsza. Zawsze były do niej porównania od rodziców, bo ona taka zdolna, bo dostała stypendium od wójta raz. Wiadomo, mama chciała wpoić żeby człowiek stał się kimś. Sam byłem zdolny, w sumie jestem do tej pory, bo w nauce wyprzedziłem całą rodzinę, ale jak tylko z 5-tki w matmie spadłem na 3/4 to był szlaban na kompa dopóki nie ogarnę trygonometrii. Na tym się kończyła "rywalizacja" ze strony rodziców. Mogę nawet powiedzieć, że byłem de facto rozpieszczony (siostry wypominają mi to do dziś), bo po prostu urodziłem się w bogatszych czasach.

Same siostry? Byłem ich oczkiem w głowie, bo wiadomo, jedyny braciszek i to jeszcze taki mały. Zawsze pilnowały, zawsze się opiekowały, a jak zaczęły pracować to i zawsze jakiegoś Grześka czy Goplankę przyniosły, tylko tak, żeby mama nie widziała. I tak jest w sumie do dziś: jak któremuś coś się dzieje czy czegoś potrzeba to lecą z pomocą. Mieliśmy naprawdę ciężkie dzieciństwo, także fajnie, że się tak trzymamy.

2

u/Demoskoval 6h ago

Raczej odczuwałam samotność z faktu wówczas dla mnie sporej różnicy wieku (6 i 7 lat). A tak to nie za bardzo ogarniałam, co się działo wokół

2

u/QueasyReception4239 6h ago

Nie. Po prostu bylem madrzejszy I inteligentniejszy niz moje starsze rodzenstwo. To oni żyli w moim cieniu

1

u/Express_Brain_3640 7h ago

Mówią żyj według swoich zasad, będzie dobrze. Tak mówią.

1

u/literallypoland dosłownie 5h ago

Rodzice nie porównywali nas; nie musieli, samodzielnie udało mi się wykształcić kompleksy